Państwo miernot i skurwysynów

Państwo miernot i skurwysynów

Rzeczywistość obserwuję w interwałach- nie jestem w stanie wytrzymać zbyt długo patrząc na to co się dzieje. W pewnym momencie przestaję. Teraz znowu obserwuję. I narasta we mnie agresja- agresja wynikająca z bezsilności i z niemożności zrozumienia jak głupim i niegodziwym można być. Uczciwy człowiek może albo otoczyć się możliwie szczelnym kokonem normalności albo iść na wojnę totalną. Albo robić jedno i drugie- w interwałach.

W marcu 2013 r. pani Teresa Strzelec, obywatelka Rzeczypospolitej Polskiej oraz obywatelka Unii Europejskiej (tak jest, istnieje coś takiego jak obywatelstwo UE) została zatrzymana na Białorusi. Państwo Białoruskie za pośrednictwem tamtejszej służby celnej bezprawnie sprzedało jej samochód i zażądało zapłaty cła kilkukrotnie przekraczającego wartość pojazdu. Bezprawność tych działań stwierdził nawet białoruski sąd co nie przeszkodziło białoruskim służbom uniemożliwić Polce powrotu do kraju.

Jak wynika z relacji męża Teresy Strzelec, w kwietniu 2012 r. kobieta wybrała się swoim samochodem na wycieczkę do Mińska. Jej auto zepsuło się tuż za Brześciem, więc zostawiła je w warsztacie samochodowym. Po powrocie z wycieczki, okazało się, że samochodu nie ma, bo po jego naprawie nieletni syn białoruskiego mechanika potajemnie wziął kluczyki, aby się przejechać. Zatrzymała go milicja i zamiast zwrócić auto właścicielce, przekazała je białoruskim służbom celnym. Te z kolei auto zatrzymały, oświadczając, że o jego dalszym losie zadecyduje sąd. Pod koniec stycznia zapadł wyrok sądowy, nakazujący zwrot samochodu państwu Strzelec. Kiedy małżeństwo udało się po odbiór swojej własności, okazało się, że jeepa nie ma, bo urząd celny sprzedał go jeszcze w zeszłym roku. Celnicy poinformowali panią Teresę, że musi zapłacić ogromną karę za… dopuszczenie auta do sprzedaży na terenie Białorusi, podatki i cło. 5 marca Teresa Strzelec i jej mąż pojechali na Białoruś, by wynająć adwokata. W drodze powrotnej na granicy zatrzymała ich białoruska straż graniczna, która anulowała jej wizę i tym samym uwięziła na Białorusi. (źródło)

Polski konsulat niemrawo zareagował dopiero 10 dni po otrzymaniu informacji o zajściu- tak jakby codziennie na Białorusi przetrzymywano dziesiątki Polaków. Nawet nacisk mediów nie spowodował reakcji MSZ, o której opinia publiczna zostałaby poinformowana.

Jeden z 500 najbardziej wpływowych ludzi na świecie milczał. Państwo Polskie milczało.

Grzecznie ośmielam się nazwać takie państwo, państwem miernot. Za 20 – 30 lat, kiedy moje sądy się wyostrzą, prawdopodobnie nazwałbym tych ludzi nie miernotami, a zasługującymi na sąd.

Naszym państwem rządzą nie tylko miernoty. Naszym państwem rządzą również skurwysyny. Artykuły 84 – 90 Prawa o ochronie przyrody zawierają jedne z najbardziej niegodziwych i niesprawiedliwych przepisów jakie uchwalił polski prawodawca. Na ich podstawie normą jest wymierzanie kar administracyjnych za wycięcie drzewa bez zezwolenia w kwoty idące w setki tysięcy złotych. To nie żart. Jeśli wyciąłeś drzewo bez zezwolenia zostanie ci wymierzona kara administracyjna wielokrotnie przekraczająca grzywny w sprawach karnych. Kara która zrujnuje życie twoje i twojej rodziny.

W mojej ocenie prawo takie nie jest prawem, ponieważ zawiera normy sprzeczne z elementarnym poczuciem sprawiedliwości. Normy intuicyjnie postrzegane jako irracjonalne i niemogące istnieć w porządku prawnym. Podobnie uważał Hans Kelsen. Polski ustawodawca od niemal 10 lat uważa inaczej. Swoje stanowisko poparł ostatnio w piśmie do Trybunału Konstytucyjnego, który dopiero teraz, niemal 10 lat od uchwalenia przepisów i po wymierzeniu setek takich kar, będzie rozpatrywał zgodność przepisów Prawa o ochronie przyrody z Konstytucją RP.

Marszałek Ewa Kopacz w piśmie do Trybunału Konstytucyjnego z dnia 22 kwietnia 2013 r.:

„Sankcja administracyjna jest niezbędnym instrumentem zapewnienia skuteczności działania administracji w zakresie realizacji przez nią celów i zadań publicznych. Tym samym stosowanie kar administracyjnych nie jest przejawem represji, czyli odpłaty za popełniony czyn, lecz realizacji władztwa administracyjnego (…).

„Także zarzut nieproporcjonalności administracyjnej kary piemęznej w stosunku celów regulacji nie jest trafiony. Punktem wyjścia do jego oceny musi być stwierdzenie, że realizowana przez zakwestionowane przepisy ochrona zadrzewień jest elementem szeroko pojętej „ochrony środowiska”, która jest jedną z najważniejszych wartości konstytucyjnych.”

„Wreszcie kara, nałożona na właścicieli za usunięcie drzew bez zezwolenia, jest proporcjonalna do efektów (…).” (źródło)

 

Szanowni Państwo, przeczytajcie jeszcze raz ostatnie zdanie. Przeczytajcie też historie ludzi obciążonych karami administracyjnymi- 55 mln zł w Chruścielu, 1,7 mln zł w Białogardzie, 1,5 mln zł w Jeleniej Górze, 472 tys. zł w Łodzi, 95 tys. zł w Bukownie, 100 tys. zł dla Romana Kluski i „zaledwie” 73 tys. zł we Wrocławiu. Osobiście znam przypadek, w którym lada moment zostanie wymierzona kara w wysokości 600 tys. zł. Przeczytajcie uważnie jeszcze raz ostatnie zdanie przytaczanego pisma Sejmu firmowanego przez marszałek Ewę Kopacz. Kara nałożona za usunięcie drzew bez zezwolenia „jest proporcjonalna do efektów”.

Żyjemy w państwie miernot i skurwysynów. Od nas samych zależy jak długo jeszcze. „Dla triumfu zła potrzeba tylko, żeby dobrzy ludzie nic nie robili.” To nie jest cytat z marszałek Ewy Kopacz. Tego niestety możemy być pewni…

 

Jeśli jeszcze nie oberzałeś vlogu, którego dotyczy wpis zajrzyj tutaj.

Zobacz też program Tomasza Sekielskiego, w którym jako jedyny dokonał trzeźwej oceny postępowania polskiego MSZ w sprawie Teresy Strzelec.