Mój prezydent

Mój prezydent

Mam prezydenta. Mój prezydent jest z wykształcenia historykiem- jeszcze w trakcie kampanii wyborczej pochwalił się, że pracę magisterską napisał w 11 dni wespół z pomagającym mu teściem. Nic to- nie trzeba długo pisać, jeśli ma się dużo w głowie. A historia to nie daty, a znajomość postaci, wydarzeń, związków i przyczyn. Słowem wszystko to co pozwala zrozumieć rzeczywistość.

Mój prezydent, który powinien rozumieć rzeczywistość zaprosił wtedy jako doradcę sowieckiego namiestnika, byłego prezydenta wybranego przez niedemokratyczny parlament generała Jaruzelskiego. Mój prezydent jako historyk znał dzieje PRL i karierę młodego komunisty, którą to zaczął w zbrodniczej organizacji jaką była Informacja Wojskowa.

Mój prezydent po kilku wizytach zagranicznych określił rangę swoich dokonań mianem korony Himalajów. Mój prezydent jako historyk zna historię dyplomacji, a jednak wydaje się, że wiedział co mówi. A mówił z pełnym przekonaniem i ukontentowaniem.

Mój prezydent przemawiał dzisiaj do gimnazjalistów. Mówił im o Konstytucji 3. Maja. Widać było, że improwizował (to miłe, że nie czytał z kartki) i po wyraźnie zbyt długim namyśle stwierdził, że była „drugą na kontynencie europejskim konstytucją nowoczesną”.

Mój prezydent palnął bzdurę, którą można oczywiście nazwać przejęzyczeniem. Można nazwać brakiem rozwagi zapraszanie generała Jaruzelskiego. Można nazwać zbyt dużym przypływem szczerości przyznawanie się do 11-dniowej pracy magisterskiej, a także tłumaczyć zmęczeniem pisanie „bulu i nadzieji”.

Ale jak do kurwy nędzy po tym wszystkim można będąc uznanym przez Salon dziennikarzem, poetą i kimśtam jeszcze, pójść do wysokonakładowej gazety i wygadywać, że głowa państwa ma zdecydowanie wyższe kwalifikacje intelektualne od swojego poprzednika? No widać można. Trzeba się tylko nazywać Tomasz Jastrun.