Dlaczego wolny rynek jest lepszy

Wielu ludzi obawia się wprowadzenia zasad rynkowych w takich dziedzinach jak szkolnictwo, czy służba zdrowia. Są to dziedziny tak ważne – argumentują – że nie można ich zostawić rynkowi, którego jedynym celem jest zysk. Przytomna osoba zada pytanie dlaczego państwo nie kontroluje tak ważnej dziedziny gospodarki jak produkcja chleba. Przecież kupuje go każdy Polak, a bezduszny rynek chcąc wyzyskać konsumenta na pewno wywinduje ceny (skoro ludzie i tak kupią chleb to czemu by nie podnieść cen) i obniży jakość tegoż. Jak widzimy nic takiego się nie dzieje.

Co więcej o ile chleb wysokiej jakości kupimy za 4-5zł to nie mam wątpliwości, że państwowy kosztowałby 10. Rynek funkcjonuje na jednolitych zasadach i ta zależność odnosi się do reszty dziedzin gospodarki. Państwowa służba zdrowia i państwowe szkolnictwo nie dość, że są na złym poziomie to na dodatek pieniądze łożone na nie znacznie przewyższają rzeczywistą wartość oferowanego towaru.

Ktoś powie- no dobrze, prywatne działałoby lepiej, ale co z biednymi ludźmi, którzy nie mieliby na szkołę, czy leczenie pieniędzy. To z kolei jest błąd patrzenia na wolny rynek z obecnej perspektywy. Zauważmy, że nawet niewielka obniżka podatków za czasów pani Gilowskiej (w rządzie J. Kaczyńskiego) miała niemały wpływ na pobudzenie gospodarki. Obecnie zabierane nam jest w formie podatków pośrednich (np. vat w zwykłym batoniku, czy gazecie) i bezpośrednich ok. 50% dochodów! Można sobie tylko wyobrazić jak potężny byłby wzrost zamożności, gdyby uwolnić te pieniądze. Zlikwidowanie przepisów krępujących wolność gospodarczą (zakładanie firmy i prowadzenie wymaganej przez urzędy dokumentacji to katorga) i uwolnienie wspomnianych kwot przyczyniłoby się do potężnego rozwoju gospodarki, drastycznego spadku cen towarów i usług i dużego wzrostu płac.

I nawet gdyby ktoś w tych nowych realiach dalej pozostawał bez środków na leczenie, czy szkołę to istniałyby liczne fundacje i stowarzyszenia pomagające takim ludziom. Już istnieją mimo niewielkiej przecież zamożności społeczeństwa.
A jak wiadomo z piramidy Maslowa po zaspokojeniu potrzeb materialnych dążymy do wyższych celów- pomagamy innym, zaczyna nam zależeć na otaczających nas ludziach etc. Rozwój dobroczynności w bogatym, rozwijającym się kraju byłby ogromny.

Mając powyższe na względzie należy sobie wyraźnie powiedzieć:
1) marny poziom edukacji jest winą państwa. Gdyby nie jego ingerencja rozwój nauki i techniki byłby znaczny i co najważniejsze- istotny dla gospodarki.
2) potężne kolejki u lekarzy i niska jakość świadczonych usług to wina państwa. Jakkolwiek strasznie to brzmi, to państwo odpowiada za śmierć i kalectwo niejednego człowieka, któremu nie udzielono na czas pomocy lub udzielono jej w sposób niefachowy (zły lekarz zostałby z rynku wyeliminowany tak jak piekarz wsadzający do bułki gwoździe)
3) państwo odpowiada za żałośnie niski stopień integracji społecznej. Po co ludzie mają się przejmować innymi skoro wiadomo, że to państwo jest obowiązane dostarczać pomoc.

I pamiętajmy o najważniejszym. To nie państwo za to wszystko płaci. Płacisz za to Ty i ja- pod przymusem.