Gwoździe w mózgu

Gwoździe w mózgu

Pewnie każdy pamięta z wczesnych lat szkolnych  typ szkolnego kolegi, czy też koleżanki zarozumialca. Zarozumialec ów przekonanie o własnej wyższości wywodził najczęściej z ładniejszego piórnika lub obcowania w kilkuosobowej klice podobnie fajnych znajomych. Poczucie wyższości i wspomniane zarozumialstwo to najzwyklejszy mechanizm obronny wynikający z tłamszonego w sobie niskiego poczucia własnej wartości lub z poczucia alienacji.

#7 Gwoździe w mózgu by laudator


Posłuchaj tego felietonu w Radio Wnet i na falach Kontestacji!
Mówię o tym, ponieważ obserwowanie identycznego mechanizmu bawi mnie nie w gronie dzieci z pobliskiej podstawówki, a wśród znamienitych lewicowych publicystów, intelektualistów i tego całego grona, które kocha państwowe instytucje, a nie cierpi i boi się zwykłych ludzi.

Poczucie moralnej i intelektualnej wyższości lewicy ma się nijak do wagi podnoszonych przez nią tematów i argumentacji, którą się posługuje. Otwierając podręcznik młodego lewicowca dowiadujesz się, że twoją misją życiową jest poruszanie tematów homoseksualizmu, eutanazji, feminizmu, aborcji i reform w Kościele. Nota bene aż dwie z wspomnianych kwestii dotyczą prawa do zabijania. Przyznać trzeba, że w tej dziedzinie lewica poczyniła postęp, ponieważ w czasach bolszewików prawo do zabijania skutecznie sobie uzurpowała, a teraz walczy o nie jedynie słowem i to na zawężonym polu niemowląt i starców.

Ze względu na obszerność tematu nie sposób omówić wszystkiego, ale weźmy na przykład troskę lewicy o Kościół. Banda ateistów i wierzących-niepraktykujących pokroju Kwaśniewskiego martwi się, żeby ksiądz miał legalnie kobitę, a jeśli ta kobita będzie przy okazji biskupem to wielkomiejscy intelektualiści odtrąbiliby sukces, a za kolejny punkt swojej misji reformowania religii uznaliby namawianie papieża do likwidacji Kościoła. Być może byłby to wystarczający akt ekspiacji za wieki zniewolenia tudzież ciemnoty i darowano by duchownym obowiązek płacenia kontrybucji.

Zresztą propozycje reformowania Kościoła doskonale pokazują jak lewicowe postulaty mają się do potrzeb społeczeństwa. Wierni naprawdę nie oczekuję księdza-kobiety, a niewierzący będą mieli Kościół gdzieś niezależnie od płci duchownego. No ale ambicją lewicy jest kształtowanie potrzeb niedojrzałego i ciemnego społeczeństwa, a nie rozwiązywanie realnych problemów. Lewica problem musi wpierw stworzyć, a raczej wmówić, że takowy istnieje.

Kiedy szczęśliwie lewica jakiś problem – realnie istniejący – jednak znajdzie to jest zmuszona go wyolbrzymić bo w rzeczywistości jest on równie marginalny jak rozumni czytelnicy felietonów Pacewicza. Bierzemy więc homoseksualistę, czyli 1-3% społeczeństwa i oznajmiamy, że stosunek do niego jest wszem i wobec deklaracją przynależności do grona oświeconych i inteligentnych. I nie chodzi o zwykłą akceptację, ale cały pakiet z małżeństwem i adopcją dzieci na czele.
A przecież dużo większym problemem jest akceptacja i pomoc dla coraz liczniejszych samotnych staruszków, inwalidów, czy biedoty, którą skutecznie chowa się po polskich wioskach i starych blokowiskach przed delikatnym okiem młodego-wykształconego-z dużego miasta. To właśnie ta część polskiego społeczeństwa, stale nieuczestnicząca w wyborach, przekonana o niemożliwości jakichkolwiek zmian, powinna stać się przedmiotem zainteresowania ludzi, którzy swój światopogląd wyrażają uczestnictwem w manifach i gejowskich pochodach.

Szczególnie cieszą mnie rozmowy z lewicą wegetariańską, dla której zawartość lodówki staje się wyborem światopoglądowym. Ciekawych dożyliśmy czasów, kiedy kotlet sojowy staje się symbolem nowej, lepszej kultury. Dyskutując, spokojnie wysłuchuję informacji o bestialskim traktowaniu zwierząt hodowlanych i konieczności nie tylko bardziej humanitarnego chowu, ale też – kiedyś, kiedyś – rezygnacji ludzkości z tego typu pożywienia. Zawsze złośliwie zauważam, że powszechny wegetarianizm doprowadziłby w końcu do holokaustu zwierząt hodowlanych, które są przecież hodowane właśnie po to, aby je zjeść i prawdopodobnie pozostawione same sobie nie miałyby zbyt dużych szans na przetrwanie. No bo po cholerę pozwalać krowie na skubanie mojego trawnika skoro i tak nic z niej nie mogę mieć. Niestety po takim prawicowym coming out’cie najczęściej adwersarz zamyka się w sobie uznając mnie za zaściankowego złośliwca, a nie godnego rozmówcę.

Ktoś mógłby powiedzieć, że bagatelizuję istotne kwestie i nie doceniam środowiska o dużym potencjale intelektualnym. Tylko  jak mam poważnie traktować ludzi, którzy uważają, że jestem na tyle mądry i dojrzały, aby na podstawie wyborczych reklamówek wybierać przywódców narodu, a równocześnie  zbyt głupi, żeby samodzielnie podjąć decyzję o zapinaniu pasów, czy wyborze ubezpieczenia medycznego. W latach 60. ubiegłego wieku komuniści wymyślili schizofrenię bezobjawową. Obserwując współczesną lewicę dochodzę do wniosku, że mentalni potomkowie pomysłodawców sami stają się pacjentami.