Ludwiczuk podej grabie

Ludwiczuk podej grabie

Zapraszam na nowy Felieton Potyliczny. Pod wpisem proponuję wrzucenie innych kampanijnych kwiatków, które mi umknęły :-)

Za nami wybory samorządowe. Można by powiedzieć, że było trochę śmiesznie, trochę żenująco, czyli jak to w naszej postpolityce bywa- standardowo. Posługując się językiem pana Eryka Mistewicza należy wspomnieć, że kampanię rozpoczęła narracja premiera, który ze wzrokiem wbitym w świetlaną przyszłość namawiał z bilbordów- nie róbmy polityki, budujmy coś tam. Również na ulotkach i plakatach wyborczych Platformy obligatoryjnie pojawiło się hasło „Z dala od polityki”. Debilizm wspomnianych sloganów jest tak porażający, że można się tylko zadumać i wywnioskować jak panujący nam premier ocenia inteligencję wyborców własnej partii. Nota bene wynik wyborczy Platformy pokazuje, że nie mylił się, ani o promil.

Dalej poszło jak z płatka, wyborcy nie poczuli się obrażeni, ani nagle rozpoczętymi remontami na drogach, ani obietnicami inwestycji składanymi przez ludzi, którym w ciągu ostatnich kadencji udawało się zadłużyć ich miasta w okolicach progu bezpieczeństwa, przy którym można wprowadzić odgórny zarząd komisaryczny.

W kilka miejscach z całkiem niezłym wynikiem lansowali się ludzie, przy których Andrzej Lepper wydaje się piewcą państwa prawa i wzorem do naśladowania. W innych z kolei zamiast przestępców dominowały kochające matki, które w przypływie rodzicielskiej miłości były w stanie podmienić listy wyborcze, w efekcie czego na miejscu dotychczasowego starosty lądowała córka pełnomocniczki wyborczej. Zaiste doskonały przykład kobiecej zaradności  burzącej skostniałe struktury męskich układów i układzików.  Dla wspomnianych pań nowowprowadzony parytet jest co najwyżej obrazą.

W ogóle kandydaci na radnych, wójtów, burmistrzów i prezydentów starają się być coraz bliżej nas- powielają zachowania, zwyczaje i język tłumu szaraczków. Pan Dawid Chełmecki, niedoszły radny miasta Jaworzna z ramienia Platformy, po nieudanym wydukaniu kilku sztampowych tekstów z rozbrajającą szczerością stwierdził „Ja pierdolę, nie wiem…”. Na szczęście TVN pozwolił panu Chełmeckiemu naprawić swój wizerunek. Niedoszły radny z uśmiechem tłumaczył przed kamerą: „Dostaję dużo sygnałów sympatii, deklaracji głosu, tak trzymaj.” Wniosek nasuwa się prosty- gdyby Jarosław Kaczyński raz na tydzień zasunął do kogoś tekstem „spierdalaj dziadu”, miałby teraz większość konstytucyjną, urząd prezydenta i kilka kamer TVN-u na telefon. Nazwijmy to roboczo, taktyką wyborczą  „na kurwę” i przetestujmy w najbliższych wyborach.

Pozostając w tej estetyce językowej wypada stwierdzić, że tęgim pierdolnięciem kampanię zakończyła wpadka senatora Platformy Romana Ludwiczuka. Pan Ludwiczuk (szef sztabu kandydata PO na prezydenta Wałbrzycha) w niewybrednych słowach proponował pełnomocnikowi sztabu kontrkandydata stanowisko wicestarosty i różne możliwości pracy w miejskich spółkach dla rodziny. Kiedy dziennikarze naliczyli senatorowi wypowiedzenie w ciągu 90 minut 141 kurw, ten zdecydował się odejść z Platformy, w trosce o standardy partii. Pytanie dlaczego do tej pory takiej troski nie wykazywał- widać nie był w tym odosobniony.  Żadna z 1,5 kurwy na minutę nie zaszkodziła kandydatowi PO, ponieważ wybory wygrał, a pan Ludwiczuk jakby na to nie patrzeć w popkulturze awansował. Tak jak czytając o kultowym Pulp Fiction dowiadujemy się, że słowo „fuck” zostało w nim użyte 271 razy, tak od dzisiaj czytając o senatorze będziemy dowiadywali się, że był w stanie wpleść w 90-mnutową rozmowę, aż 141 kurw. Wynik odrobinę gorszy, ale możliwy do pobicia. Wszak przed nami jeszcze niejedne wybory, w których pan Ludwiczuk  będzie uczestniczył. Niestety.