Lobotomię raz poproszę

Lobotomię raz poproszę

Zapraszam na nowy Felieton Potyliczny. Do posłuchania tutaj i w Kontestacji.

Przyznam, że z oceną rządów PO mam niemały problem. Dotychczas naiwnie liczyłem, że obiektywne mówienie o licznych wadach i resztkowych zaletach naszych włodarzy ma sens. Tymczasem sytuacja wygląda tak, że premier wraz ze swoją świtą przesunęli chałupę o nazwie Polska tuż nad stromą przepaść, a ja zamiast o tym wrzeszczeć muszę przy okazji wspomnieć, że co prawda dom stoi nad przepaścią, ale premier wymienił firanki w oknach na tańsze i gasi światło po wyjściu z pokoju. Mniej więcej tak przedstawia się proporcja tego co rząd psuje do tego co raz na jakiś czas zrobi dobrego.
No i pojawia się pytanie- drzeć się jak wariat, żeby ludzie wzięli cię za głupka, czy spokojnie mówić co i jak, mimo że sytuacja jest więcej niż zła, a jej opisywanie bez użycia wulgaryzmów świadczy o niemałym opanowaniu wypowiadającego się.
Dotychczas Platforma bazowała na elektoracie negatywnym PiS. Wystarczyło podtrzymywać temat oszołoma Kaczyńskiego. O ile mówienie o alkoholizmie Lecha, czy dyktatorskich zapędach Jarosława jest mocno wątpliwe moralnie, o tyle nie przekładało się to na sposób rządzenia państwem. Teraz niestety Platforma chcąc zgarnąć hat tricka po wyborach prezydenckich, samorządowych i parlamentarnych posunęła się dużo dalej. Zaczęło się od afery hazardowej, która premier przykrył naprędce zorganizowaną walką z hazardem. Po czysto politycznej decyzji zarekwirowania wielu automatów posypały się słuszne skądinąd pozwy z tytułu utraconych zysków. Dzięki debilnemu posunięciu rządzących obliczonemu na utrzymanie elektoratu polski podatnik będzie płacił odszkodowania, poszkodowanym przez najliberalniejszy z rządów. Nie inaczej będzie teraz kiedy Inspekcja Sanitarna pozamykała w asyście policji setki sklepów z dopalaczami na mocy niewiążącej prawnie decyzji administracyjnej. Ale pierwsze wyroki zapadną już po listopadowych wyborach samorządowych, więc bal może trwać, a orkiestra  dalej zagłusza bijący coraz szybciej licznik długu publicznego.
Wyjdźmy na chwilę z dziwnego świata ekonomii i prawa i sprawdźmy co istotnego wyborcom chcą przekazać dziś strażnicy demokracji- media. Gazeta Wyborcza: 1) większość Polaków nie chce pomnika Kaczyńskiego w stolicy, 2)Czego boi się Kaczyński?, 3)”Czujemy się jak na cmentarzu”- skarżą się mieszkańcy sopockiego domu Lecha Kaczyńskiego, 4)Kapitan prezydenckiego Tu-154 też odmówił lądowania w Tibilisii. Nakład GW- dwieście parędziesiąt tysięcy. Polityka: 1)Zasypani górnicy w Chile, 2) Lekcje moralne PiS, 3)Smoleńsk- pielgrzymka pół roku później. RMF FM: 1) Prokuratura chce wskazania BOR-owców, którzy mieli czekać w Smoleńsku, 2)Rosjanie ograniczyli plany polskich archeologów, 3) Samorządowa ofensywa ludzi związanych z Ziobro.
Teoretycy polityki wskazują, że ideologia – a co za tym idzie polityk – stała się produktem, który należy sprzedać. Nie jest to ani bystra, ani świeża obserwacja. Niszczenie polityki poszło dużo dalej. Dzięki mediom polityka stała się kolejnym serialem, a politycy bohaterami, których mamy lubić lub nienawidzić, mówić o ich urodzie, przytaczać ich wypowiedzi, ale za nic nie mamy dostrzegać zależności pomiędzy ich działaniem, a naszym życiem. Dowód? Liberalny rząd, który zwiększył administrację o kilkadziesiąt tysięcy nowych miejsc pracy, a Polskę zadłużył na dodatkowe kilkadziesiąt miliardów złotych nadal jest przy władzy. Opcje są dwie. Albo wyborcy Platformy zostali przy urnach wyborczych poddani zabiegowi lobotomii, albo polityka stała się wspomnianym serialem, oderwanym od prawdziwej rzeczywistości, ale ciekawiącym ludzi żyjących w swoich małych światach prostych zależności. Jak sprawić, żeby przeciętny Polak dostrzegł stosunek wynikania pomiędzy swoimi wyborami politycznymi, a sytuacją kraju? Oto pytanie za 700 miliardów złotych.