De scientia

Jeśli miałbym wskazać na najbardziej jaskrawy efekt niewydolności naszego ustroju, a w tym również systemu oświaty to wskazałbym na potężną emigrację. Straty z niej wynikające są nie do obliczenia, a jedną z przyczyn exodusu młodych Polaków była (i będzie) państwowa oświata. (vlog)

ZARYS SYTUACJI

Problem z państwem polega na tym, że dostrzega pewne stany rzeczy dużo później niż wolny rynek, a więc ludzie chcący zarabiać na dostarczaniu różnych produktów, czy usług (przykładowy produkt- wiedza). Przedsiębiorca jeśli chce przetrwać musi proponować towar możliwie najlepszy co wiąże się z koniecznością śledzenia zmian w sytuacji na rynku. Urzędnik z kolei nie ma w tym żadnego interesu.

Przykłady niewydolności państwowego szkolnictwa można mnożyć. Wydzielenie gimnazjum to zebranie w jednym miejscu wszelkich możliwych patologii wieku dojrzewania (3,14% uczniów powtarzających klasę w porównaniu do 0,9% w podstawówce; a ile osób w gimnazjum przepuszcza się na siłę…). Dzięki temu pomysłowi przeciętny uczeń ma rok mniej na naukę do matury i zanim dobrze zadomowi się w liceum już z niego ucieka. Również bezpłatna edukacja to mit. Pomijam już fakt, że coś takiego nie istnieje bo szkolnictwo opłaca się z podatków, ale kto zdawał maturę ten wie ile pieniędzy wydaje się na różne vademeca i korepetycje, o mitycznym kserowaniu na studiach już nie wspominając.

Efekt państwowego nauczania jest taki, że jeżeli kończysz liceum to z reguły wiesz tylko tyle, że chcesz iść na studia i wybierasz pomiędzy kierunkiem ścisłym lub humanistycznym. Każdy chyba przyzna, że to dosyć marne ukierunkowanie biorąc pod uwagę 18/19 lat na karku i 12 lat edukacji za sobą (nie licząc państwowego przedszkola). Później przychodzi czas studiów, na których można często zdawać po kilka razy jeden i ten sam egzamin, nawet na dalszych latach (jeśli tylko zapłacisz). Ale jeżeli dostałeś stypendium socjalne (do zgarnięcie 800zł co miesiąc) to nawet się to kalkuluje.

Najczęstszym efektem państwowej machiny edukacji jest absolwent studiów humanistycznych, który stwierdza, że mimo tak doskonałej, wieloletniej edukacji, państwo zapomniało jeszcze dostosować rynek pracy do jego wykształcenia. Nie zliczę ile razy czytałem wypowiedzi magistrów, którzy po roku poszukiwania pracy w kraju decydowali się na wyjazd. Oczywiście za granicą również nie wykonują pracy odpowiadającej ich wykształceniu, ale przynajmniej dostają więcej niż 1200zł.

Mamy więc machinę, która przeżera gigantyczne pieniądze od podatników, a w zamian daje bardzo niewiele. Co więcej- ta państwowa machina nie tylko promuje niezaradność życiową (skoro mogę mieć 5 lat wakacji ze stypendium to czemu nie), ale czasem uniemożliwia Ci rozwój (co stoi na przeszkodzie, aby 15-latek za zgodą rodziców zakończył edukację i wziął się do pracy, jeśli tylko uważa, że tak będzie dla niego lepiej).


Z KRAINY POLSKIEJ EDUKACJI

Większość studentów, pisząc prace magisterskie, korzysta z Wikipedii. Czasami posuwają się aż do plagiatu. Przeraża nie to, że studenci korzystają z Internetu, ale to, że wybierają najmniej skomplikowane źródła jak Wikipedia.pl czy Sciaga.pl – mówi „Rz” prof. Mariusz Jędrzejko ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Prof. Jędrzejko bada, jak naruszane są normy etyczne w polskich pracach licencjackich i magisterskich. Od 2007 r. co roku bada niemal pół tysiąca studentów. Najnowsze wyniki? W 2009 r. do korzystania głównie z Wikipedii, czyli internetowej encyklopedii tworzonej przez samych internautów, przyznało się 54 proc. studentów uczelni publicznych (w 2007 r. – 34 proc.) i aż 72 proc. niepublicznych (było 57 proc.).
(źródło)

Na studia podyplomowe przyjmowane są osoby, które nie posiadają dyplomu ukończenia studiów wyższych – wynika z kontroli Najwyższej Izby Kontroli, dotyczącej organizacji i finansowania studiów podyplomowych w publicznych szkołach wyższych. Wyniki kontroli analizowała sejmowa komisja edukacji. (…) Na przykład w Politechnice Śląskiej w Gliwicach na Wydziale Chemii pięciu spośród 14 słuchaczy nie posiadało dyplomu ukończenia studiów wyższych, na Wydziale Architektury na 14 słuchaczy siedmiu nie posiadało dyplomów, a na Wydziale Automatyki spośród 45 słuchaczy trzech nie posiadało dyplomów. (…)
(źródło)

Dotacja z budżetu państwa na pomoc materialną dla studentów wszystkich uczelni w kraju wyniosła:  w 2005 r. – 1.504.209,5 tys. zł [miliard pięćset cztery miliony itd.] (81,4% dla uczelni publicznych i 18,6% dla uczelni niepublicznych).
W roku akademickim 2004/2005 stypendia w ww. uczelniach [38 kontrolowanych przez NIK uczelni- LL] otrzymało 471.372 studentów (24,6% ogółu studentów), a w roku akademickim 2005/2006 – 572.689 studentów (29,3% ogółu studentów). W roku akademickim 2004/2005 studiowało w Polsce 1.917,3 osób, a w roku akademickim 2005/2006 – 1.953,8 tys. osób, tj. więcej o 36,5 tys. osób (o 1,8%).
(źródło)

Tak było 5 lat temu. Wielkie żarcie trwa. Państwowa szkoła niszczy też przyszłe elity narodu.

NIK negatywnie ocenia realizację zadań w zakresie opieki nad uczniami szczególnie uzdolnionymi (…). Ocena ta wynika z obejmowania corocznie malejącej liczby uczniów, posiadających ponadprzeciętne zdolności intelektualne, specjalnymi formami kształcenia i pomocą stypendialną oraz ze stwierdzenia innych istotnych nieprawidłowości. (…) Odsetek uczniów realizujących w roku szkolnym 2005/2006 indywidualny program nauki lub tok nauczania był niewielki i wynosił, w poszczególnych województwach: w szkołach podstawowych od 0,11% do 0,29%, w gimnazjach od 0,11% do 0,54% i w liceach od 0,02% do 0,33%.  (…) W skontrolowanych szkołach publicznych kształcenie uczniów szczególnie uzdolnionych traktowane było w sposób marginalny. W efekcie liczba uczniów realizujących indywidualny program nauczania lub tok nauki była niewielka i w skontrolowanym okresie zmniejszyła się.
(źródło)

PRYWATNIE ZNACZY LEPIEJ

Po pierwsze uważam, że edukacja powinna być obowiązkowa do 15 roku życia. Po drugie należy pozostawić wolnemu rynkowi niemal pełną dowolność w kształtowaniu systemu oświaty. Nie ma znaczenia, czy uczeń będzie uczęszczał do jednej szkoły przez 10 lat, czy do trzech różnych. Nie jest też istotne czy w zakresie wiedzy o społeczeństwie w szkole X uczniów będzie edukował Rafał Ziemkiewicz, pani Hela, czy raczej wykwalifikowany pedagog. To kwestia właściciela szkoły, czy chce mieć placówkę z wykwalifikowanymi ludźmi, czy przeciętną szkółkę.

Na miejsce szkoły, która będzie miała w pogardzie swoich uczniów pojawi się inna. Konsument, który się sparzy na proponowanej usłudze z pewnością nie pozostanie dłużny właścicielowi szkoły i już zadba o odpowiedni pijar wśród rodziców innych pociech. Urzędnik z kolei nie ma celów zarobkowych. Jednostka samorządu terytorialnego prowadząca szkołę dostaje na to fundusze. Oczywiście odebranie nagrody, czy jakiejś premii będzie miłe, ale na litość- to nie jest moje, więc czym mam się przejmować?

Nic nie stoi na przeszkodzie, aby kształcić się kierunkowo- po co mi chemia i fizyka jeśli po 7 latach edukacji okazuje się, że mam smykałkę do czegoś innego i wybieram dodatkowe zajęcia z literatury, warsztaty dziennikarskie, czy wstęp do prawoznawstwa. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby 5% najzdolniejszych uczniów uczyło się w przyspieszonym toku i w wieku 18 lat kończyło licencjat. Obecnie to niewyobrażalne (vide cyfry z przytoczonych wyżej danych).
W gruncie rzeczy skłamałem- na przeszkodzie stoi państwo.

O co idzie gra? W 2oo8 r. wydatki z budżetów jednostek samorządu terytorialnego (gminy,powiaty,województwa- to one prowadzą szkoły) na oświatę (tzn. od przedszkoli poprzez licea po szkoły policealne, ale bez szkolnictwa wyższego) wyniosły 47,3 miliarda złotych (w tym 31 mld z budżetu państwa). W roku szkolnym 2008/2009 kształciło się 5,9 mln dzieci i młodzieży, a do tego trzeba dodać 919,1 tys dzieci objętych wychowaniem przedszkolnym.
W Polsce AD 2008/2009 funkcjonowało 32697 szkół dla dzieci i młodzieży (nie chodzi tu oczywiście o liczbę budynków tylko o różne typy szkół np. zawodowe, podstawowe).

Z kolei wydatki na szkolnictwo wyższe z budżetu państwa w 2008 r. wyniosły 11 miliardów 91 milionów złotych, przy 1 928 000 studentów (w tym prawie milion z nich to studenci niestacjonarni).

Potencjał drzemiący w tych liczbach jest niewyobrażalny. Wpuszczenie ich na wolny rynek byłoby dla gospodarki nie krokiem w przód, ale wystrzałem z armaty.

Pokazuje to też dwie ważne rzeczy. Po pierwsze jakim mitem jest darmowa edukacja. Po drugie polityka państwa z definicji musi być schizofreniczna. Z jednej strony państwo chce, aby było dużo dzieci. Z drugiej strony większy przyrost naturalny zwiększyłby wydatki państwa na edukację. Przykład? W roku szkolnym 2007/2008 mieliśmy 430 tys. absolwentów szkół podstawowych. W roku szkolnym 1999/2000 było ich 1 mln 214 tys. Załóżmy, że nagle mi i moim rówieśnikom coś strzela do głowy i w przypływie patriotyzmu, w miłosnym uniesieniu robimy po kilka dzidziusiów. Za 10 lat budżet leży i kwiczy, ludzie wchodzą na ulice, a obecna kasta polityczna zwiewa gdzie pieprz rośnie bojąc się linczu.

I pomyśleć, że wystarczyłoby zrezygnować wbrew europejskiemu trendowi z socjalnej polityki państwa. Pozwolić wolnemu rynkowi działać i nie zważając na protesty przeprowadzić konieczne reformy.


WĄTPLIWOŚCI

Ale co z maturą, jak będziemy dostawać się na studia, kto potwierdzi nasze kwalifikacje?


Matura jest niepotrzebna. Zauważ, że jeśli kształcisz się w liceum ogólnokształcącym to nie masz żadnych kwalifikacji, które przekonywałyby pracodawcę, że się nadajesz. Przyjmuje Cię więc na okres próbny. Podobnie po studiach, dla pracodawcy ważniejsze od papierka, który teraz mają wszyscy, jest to co potrafisz. Aby dostać się do jakiejś szkoły wystarczy egzamin lub wniesienie odpowiedniej opłaty. To sprawa właściciela. Jeśli na przykład będzie prowadził uczelnię bez egzaminów wstępnych to poziom będzie coraz niższy i będzie coraz mniej chętnych. Wtedy właściciel będzie zmuszony drastycznie obniżyć ceny albo zmienić system przyjmowania na uczelnię.

Inaczej sprawa wygląda np. ze szkołami technicznymi. Sądzę, że na poziomie województwa właściciele szkół powinni decydować o przeprowadzeniu określonego egzaminu. Mogliby to też przekazać władzom na danym terenie, jeśli taka byłaby ich wola.

Kto za to zapłaci? Nie będzie mnie na to stać.


Już teraz Cię stać… Fundują to twoi rodzice i Ty. Nawet zwykły batonik jest opodatkowany i to wielokrotnie na poszczególnych szczeblach produkcji. Liczby, które wyżej przytaczam to właśnie pieniądze od podatników

Teraz dostaję od państwa stypendium socjalne. W prywatnej uczelni tak nie będzie.

Nieprawda. Jeśli uczelnia ma do wyboru ubogiego zdolnego studenta, który będzie zdobywał nagrody i budował w ten sposób prestiż uczelni to zrobi wszystko, żeby go u siebie zatrzymać. Po prostu bardziej opłaca się utrzymywać za darmo taką osobę, a nawet fundować jej stypendium bo dzięki temu w kolejnych latach na lepszą uczelnię z sukcesami przyjdzie więcej osób. Tak rozumuje każdy przedsiębiorca.

Jestem ubogi i średnio się uczę, a chcę studiować.

Nie ma przeszkód. Obecnie studia są bardzo sztywno i nieżyciowo skonstruowane właśnie dlatego, że zajmuje się nimi państwo. Na wolnym rynku to właśnie przedsiębiorca dąży do tego, żeby umożliwić Ci studiowanie. Po prostu skonstruuje tok nauczania w ten sposób, żebyś mógł sobie pozwolić na pracę i naukę równocześnie. Koszty studiów na wolnym rynku byłyby niższe niż obecnie, a Twoje dochody wyższe, o ile uda się zlikwidować ustrój, który na chwilę obecną zabiera nam ponad połowę pieniędzy. nie wierzysz? Sprawdź. W tym roku dopiero od 23 czerwca Polacy zarabiają na siebie. Wcześniej pracowali na pokrycie wydatków państwa.

Masz inne pytania? Pisz!